piątek, 25 września 2015

Bez soli i cukru




   Chcę Was zapytać, co sądzicie o zarządzeniu Ministerstwa Oświaty, dotyczące  stołówek szkolnych. Zakaz stosowania soli i cukru to jakaś niedorzeczność. Być może władze szkół zbyt restrykcyjnie potraktowało zarządzenie, ale całkowite odcięcie potraw od przypraw, do których dzieci są przyzwyczajone, spowoduje rezygnację z niesmacznych posiłków.
   Być może powinniśmy najpierw przygotować dzieci do rezygnacji z soli i cukru. Uważam, że niewielkie ilości i jednego i drugiego są potrzebne w organizmie i dziecka i dorosłego.
   Nauczyciele przestali korzystać z obiadów. Dzieci natomiast odnoszą niesmaczne potrawy i lądują one w śmietnikach.  Czy o to chodziło p. Minister? Wydawała się logiczną kobietą, a tu proszę, taka niedorzeczność. Jestem pewna, że stołówki zostaną zamknięte. 
   Wnuczka wraca do domu głodna, a pieniądze wydane na zakup posiłku, wyrzucone w błoto. Twierdzi, że jedzenie jest obrzydliwe, a boi się dosalać, bo pani powiedziała, że nie wolno.
Co Wy na to? Napiszcie proszę, bo może ja nie mam racji.
 Pozdrawiam serdecznie.

 

32 komentarze:

  1. Masz rację w tym przypadku to niedorzecznośc, zdrowe jedzenie jest niezwykle ważne ale to trzeba się całkiem inaczej do tego zabrac, bo w taki sposób jak piszesz to robi się więcej szkody niż pożytku. W obiadach? Zabronili używac soli i cukru?! Jak to czytam to nie wiem czy to żart jakiś czy co? Przecież to głupota jakich mało. Chipsy, słodycze w sklepikach to tak, i to też jest proste do rozwiązania. Zamiast zwalac wine na szkołę to rodzice powinni wziąsc odpowiedzialnośc, u mnie w szkole też był sklepik ale jak dostałam tylko 1 zł albo 50 gr na dzień to ile słodyczy za to kupiłam? Sól i cukier ogranicza sie w diecie dla niemowlaka a nie dzieciom w szkołach! Który rodzic nie soli i nie cukrzy w domu? Z resztą sól i cukier to prawie że naturalne przyprawy stosowane od pokoleń, zmorą są te wszystkie glutaminiany, wzmacniacze, konserwanty a w słodyczach syrop glukozowo-fruktozowy i barwniki. Przed tym trzeba dzieci chronic a nie przed solą i cukrem i to jest głównie zadanie rodziców: kształtowanie zdrowych nawyków żywieniowyc a nie tak ni z gruszki ni z pietruszki robic w szkołach niezjadliwe obiady. Ehh na prawdę aż wierzyc mi się nie chce

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas zawsze wylewa się dziecko z kąpielą i szafuje zakazami, a wiadomo od dawna, że zakazy działają odwrotnie. Zgoda, że w sklepikach nie prowadzi się szkodliwego jedzenia, choć wiem, że dzieci przynoszą je z domu. Najpierw trzeba ludzi nauczyć i wytworzyć nawyki zdrowego żywienia, a nie z mety zakazywać. Zobaczymy jak się to zakończy ale likwidację stołówek widać jak na dłoni. Stracą na tym dzieci biedniejsze. Pozdrawiam Cię serdecznie.

      Usuń
    2. No i gdzie dzieci pójdą? Do McDonalda, taki będzie rezultat. Tak jak piszesz, lepiej by było wydac pieniądze na edukację rodziców w tym temacie, bo czym skorupka za młodu....

      Usuń
    3. Nawet nie muszą iść, mama im zapakuje do tornistra to wszystko, co jedzą w domu. U nas wszystko jest postawione na głowie, a zaczynamy od zakazów, które działają na ludzi jak płachta na byka. Cóż, może trochę normalniej jest tam, gdzie teraz mieszkasz i Twoje dziecko nie będzie musiało znosić tego, co nasze. Pozdrawiam, całuski dla Kubusia.

      Usuń
  2. Klik dobry:)
    Cóż można na ten temat powiedzieć? Kolejna nienormalność w tym nienormalnym kraju i dziwić to już nikogo nie powinno, wszak przez lata czas było przywyknąć do idiotyzmów. :)

    Młodzież niektórych szkół żywi się na stacjach benzynowych, jeśli ma niedaleko. Ale na to nie każdy uczeń może sobie pozwolić. Co z biedniejszymi?

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że stracą najbiedniejsze dzieci, dla których obiad w szkole był często jedynym posiłkiem. Nie wiem jak ten zakaz się zakończy i czy ktoś pójdzie po rozum do głowy. Pozdrawiam ciepło.

      Usuń
    2. Napisałam to u Anny, ale zamieszczę także tutaj.

      Mieszkam koło szkoły i internatu. Jest tu mały sklep osiedlowy. Sprzedawczyni twierdzi, że ustawa przyniosła szkodę dla dzieci a pożytek dla niej, ponieważ w sklepie znacznie wzrosły obroty. Dzieci oblegają sklep i wykupują batony, pączki, cebularze i drożdżówki oraz napoje energetyzujące.
      Zmiana nawyków żywieniowych wymaga czasu i okresu przejściowego. Organizm musi się przestawić na inne tory. Nikt nie przestawi się z dnia na dzień, bo sam organizm na to nie pozwoli i upomni się o to, co zawsze dostawał. Gwałtowna zmiana diety powoduje ospałość, brak koncentracji, kłopoty z pamięcią i kojarzeniem. Człowiek gorzej funkcjonuje intelektualnie i emocjonalnie. Ani ludzkiej mentalności ani organizmu nie da się przebudować ustawą z dnia na dzień. Każda przebudowa wymaga czasu i to czasu mierzonego w latach.
      Gdy łaknie się cukru, myśli się , że trzeba zjeść coś słodkiego, a tak naprawdę to daje znać o sobie potrzeba spożycia soli. Nie dziwię się więc, że po bezsolnym posiłku dzieci biegną do sklepu po batonika. Gdyby w obiedzie była w rozsądnych ilościach odpowiednio dobrej jakości sól, dzieci tak bardzo nie łaknęłyby słodkości, bo po obiedzie czułyby przypływ energii i to taki zrównoważony przypływ. Szczególnie organizm młody potrzebuje dużo zrównoważonej energii, więc - nie tylko z przyzwyczajenia, ale przede wszystkimi z potrzeby upominającego się organizmu - „ratuje” się w osiedlowym sklepie.

      Usuń
    3. W całej pełni popieram Twój pogląd na zmiany żywienia. Nic nie można nagle zmieniać, bo organizm tego nie lubi i sam domaga się czego trzeba. Wszystko musi odbywać się powoli i rozważnie. Wszelkie zmiany musi zaakceptować mózg człowieka, czy pani minister tego nie rozumie? Wydając takie zakazy, szkodzi. dzieci sobie poradzą, kupią w pobliskim sklepiku to, do czego byli przyzwyczajeni. Szkoda, że w naszym kraju panuje naśladownictwo zachodu, tylko metody działania są niewłaściwe. Pozdrawiam cieplutko.

      Usuń
  3. Witaj Lotka!U nas nie wiem jakiego użyć okreslenia zaczyna robić się nienormalnie ale jak coś zjeść bez soli chciaż nie jestem zwolenniczką ,,dużego,,solenia.Wiem że w garnkach ,,ZEPTER,,nie daje się soli i nie przyprawia ale pytanie czy wszystkich stać na zakup tak drogich garnków?Do szkoly której chodzą moje wnuki(wpadli na pomysł;przynoszą dzieci ciasta czy kanapkę zrobione przez rodziców i masz jeden złoty albo dwa zlote ,,symbolicznie kupujesz,, po prostu tak sobie radza i jak piszesz obiady bez soli sa niejadalne ląduja w koszu nie wiem po prostu brak słow serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słyszałam, że na Śląsku zaczynają się buntować przeciwko temu zarządzeniu. Mnie również brak słów. Zrozumiałabym, gdyby przeprowadzono najpierw kampanię i uświadamianie dzieci i rodziców, a nie z zaskoczenia. Byłam pewna, że to niedorzeczność jakaś i plotka, a tu stało się faktem. Szkoda mi słów na to głupstwo. pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  4. Cukier nie jest potrzebny w organizmie człowieka, dodajemy go dla przyjemności. Cukier ten właściwy i dobrze przyswajalny, masz w większości świeżych produktów, jednak nie zauważamy go, mówię, że jest mało słodkie, bo jesteśmy przyzwyczajeni do słodzenia.
    Sól kuchenna składa się z soli, piasku i szkła. Czy możesz sobie wyobrazić co się dzieje w naszym organizmie, używając latami soli kuchennej? To jest właśnie cholesterol, choroba naszych czasów. Oczywiście w tym nikt Ci w mediach nie powie, to są źródła alternatywne.
    Elektrolity którymi jest spożywana sól, są cholernie w ciele potrzebne, więc warto by było zastąpić tę sól kuchenną czymś, co daje naturalne korzyści. Sól himalajska, czysta, zdrowa sól, to raz. Ciemny sos sojowy dodawany do potraw, ale trzeba czytać etykiety, bo niektóre to wyłącznie "E".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko rozumiem i szkodliwość cukru i soli również znam. Jednak nagłe pozbawienie dzieci tych składników, wywoła bunt. Można było zarządzić solenie zdrową sola, jest taka, słodzenie miodem, również rozumiem. Zbyt radykalne potraktowanie zarządzenia i natychmiastowy zakaz, wywołuje sprzeciw. Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  5. A moze pani minister sie odchudza? Czy z tego powodu wydaje sie jej, ze wszyscy Polacy to grubasy? Ojejku ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest szczupła, ma również dzieci, stąd moje ogromne zdziwienie decyzją bez przygotowania. Pozdrawiam cieplutko.

      Usuń
  6. Loteczko, wczoraj na Onecie napisałam post na ten sam temat:)
    Decyzja pani minister była dobra, lecz wykonanie fatalne, bo nie można z dnia na dzień zmienić swoich nawyków żywieniowych.
    Wiem, że w szkolnej stołówce wolno solić ziemniaki, ale w niedużej ilości. Zdarza mi się raz na rok zapomnieć wsypać soli do ziemniaków, więc wiem, że bez dosolenia na talerzu nie można ich zjeść.
    Staram się ograniczać słodycze, ale od czasu do czasu zjem coś, co jest "zakazane", bo organizm się domaga.
    Słyszałam, że dzieciaki przynoszą sól zawiniętą w papierek i ukradkiem ją dosypują do obiadu. Wiem też, że można kupić sól ze zmniejszoną zawartością niezdrowego sodu. Wolno dosładzać napoje miodem, tylko że trzeba by było zapłacić więcej za stołówkowy obiad, bo miód jest drogi.
    Bardzo skomplikowana sytuacja, bo nawyki żywieniowe wyrabia się od małego.
    Miłej niedzieli, droga Loteczko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, wszystko byłoby dobrze, gdyby nie straszono szkoły sankcjami za stosowanie soli i cukru. Większość szkół postąpiło zbyt pobożnie i nie używa tych produktów. Kucharki pogubiły się zupełnie i nie potrafią się znaleźć. Potrawy więc są niesmaczne i "obrzydliwe", jak twierdzi wnuczka. Zabrakło okresu na przestawienie i przygotowanie dzieci na zmiany. Gdyby zaczęli mówić i uświadamiać wcześniej, to mózg malucha przygotowałby się na zmiany i wszystko byłoby dobrze. A tak, wylewa się dziecko z kąpielą, jak to zwykle bywa u nas. Powoli pozamykają stołówki, co utrudni rodzicom życie. Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    2. Loteczko, już minister zdrowia pozwolił na sprzedaż w sklepikach drożdżówek, ale bez kruszonki i lukru. Może niedługo wróci też odrobina soli więcej, aby obiady miały właściwy smak, do którego przywykło się od dawna.
      Miłego weekendu.

      Usuń
    3. Loteczko, oby tylko ta komedia nie zaszkodziła PO w wyborach, bo wtedy będzie tryumfował PiS. Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie, a Twoja wnuczka wróci do szkolnych obiadów.
      Miłej niedzieli.

      Usuń
    4. I tak nie pójdę na PO, mam ich dość. Wnuczka nie wróci na szkolne obiady, na Akademii jej się podoba i tam nie musi jeść każdego dnia, a na dodatek może sobie wybrać co lubi. Pozdrawiam.

      Usuń
  7. Też uważam że decyzja nie jest zła, tylko żle wprowadzona.
    A moje Szczerbato-Pytalskie to generalnie nic nie jedzą - takie z nich niejadki.
    Pozdrawiam serdecznie.


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Księżniczka rezygnuje właśnie z obiadów. Nie wiem jak córka sobie poradzi, pracuje przecież. Nasza je ładnie jak coś jej smakuje. Serdecznosci zostawiam.

      Usuń
    2. Loteczko, możesz zajrzeć na pocztę?

      Usuń
  8. Witaj Lotka.
    No cóż, często różnym miernotom odbija. Guzik ich obchodzi, że ktoś na tym traci.
    Pozdrawiam serdecznie i do siebie zapraszam.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już lecę Michale, ostatnio trochę brakuje mi czasu. Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  9. Loteczko potrawa bez przyprawiania jest jak dowcip, z którego się nikt nie śmieje, bez smaku i aromatu. No i jak tu takie coś, można dzieciom naszym podawać?! Większej bzdury nie słyszałam!! Przecież niemożna tak nagle "dziecka od mleka ostawić"...
    Myślę, że to był zły pomysł tych co rządzą i nie rozumiem tego.

    Pozdrawiam cieplutko i milutko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie rozumiem. Początkowo myślałam, że to żart jakiś. Nasza wnuczka już rezygnuje z obiadów, ma załatwione w innym miejscu. Serdecznosci zostawiam.

      Usuń
  10. Była kiedyś taka baśń o królu, który mając trzy córki zapytał każdą z nich jak go kocha. Ta najmłodsza powiedziała, że kocha go, 'jak sól w rosole'. Ojciec się obraził za prozaiczne porównanie i wygnał ją z królestwa. Po latach zrozumiał, że nie mogło być lepszego porównania. Pani minister nie zna tej baśni, jak widzę. Ciekawe, czy jada posiłki bez cukru i soli? Od 140 dni jestem na diecie, schudłam 12 kilogramów, nie wyeliminowałam z diety ani cukru, ani soli. W życiu i w kuchni najważniejszy jest zdrowy rozsądek czego z całego serca życzę pani minister.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zabrakło zdrowego rozsądku naszej minister. Nasza wnusia zrezygnowała ze stołówki szkolnej. Na szcżęście udało się załatwić normalne obiady na Akademii Rolniczej.
      Specjalistą od odchudzania jest mój mąż. Po operacji raka krtani, schudł ponad 20 kg. Życzę Ci dużo dobrych, ciepłych dni.

      Usuń
  11. Bez cukru można się obejść. Ja nie używam cukru, a solę też bardzo mało. Za cukrem nie tęsknię. Da się jeść posiłki bez cukru. Wiem to sama po sobie. I też schudłam. Za to używam bardzo dużo ziół i wszelkiego rodzaju przypraw.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu chodzi o dzieci. Trzeba je przygotować na takie radykalne zmiany. Z dorosłymi jest trochę inaczej, dokonują świadomego wyboru , dzieci nikt nie pytał.

      Usuń

Sposób komentowania:
Wybrać-Nazwa Adres URL
Wpisać nazwę w pierwszym okienku
Adres URL w drugim - czyli adres bloga.
Anonimowi- nazwę proszę pisać w komentarzu.