wtorek, 15 października 2013

Kroki na strychu



  Zbliża się listopad i czas zadumy nad przemijaniem.
  Październik, to miesiąc, w którym odeszli moi bliscy. Trzeciego była rocznica śmierci mamy, jutro ojca, a osiemnastego będzie rocznica śmierci cioci, która w dzieciństwie była zawsze z nami.
   W czasie odejścia mojej mamy zdarzyło się kilka bardzo dziwnych rzeczy. Obserwowaliśmy sygnały światła, w dziwnych okolicznościach pojawiała się w domu woda. Przed odejściem ojca, zastałam zdewastowane jego mieszkanie. Nie było żadnego włamania, a wszystkie rzeczy były w dziwny sposób poprzestawiane. Szyba w drzwiach od kuchni rozpadła się na pył.
Kilka razy próbowałam to opisać, ale nie dało się, nie mogłam zbudować prostego zdania, więc doszłam do wniosku, że nie powinnam.
O jednym przypadku napiszę dziś.
    W 2000 roku pojechaliśmy na Białoruś. Mieszkaliśmy u stryjecznej siostry, w ładnym pokoiku z werandą. Każdego ranka o godzinie piątej słyszałam na strychu, wyraźnie nad naszym pokojem kroki, zdecydowane męskie kroki. Ciężki marsz w butach o twardej podeszwie powtarzał się każdego dnia, jakby ktoś chodził w tę i z powrotem.  Pytałam siostrę, co jej mąż robi na strychu o tak wczesnej porze. Powiedziała, że nie wchodzi na strych, bo śpi do szóstej. Zastanawiałam się więc czy to nie kot, ale kota w butach spotyka się tylko w bajkach.
   Dopiero po powrocie do domu skojarzyłam kroki z faktem, że pół roku wcześniej w tym domu umarł stryjek, młodszy brat mojego ojca. Gdybym pomyślała o tym wtedy, słysząc kroki na strychu, uciekłabym z tego domu gdzie pieprz rośnie.
  Kto chodził i czemu tylko ja słyszałam kroki, tego do dziś nie umiem rozwikłać.

Na fotografiach, widok z mojego okna przed zachodem słońca.


41 komentarzy:

  1. Klik dobry:)
    Zagadki nie do rozwikłania po prostu. Też kiedyś słyszałam kroki na strychu, ale okazało się, że to jeż tupał.

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeż musiałby maszerować w wojskowych butach. To nie był jeż, nie wiem co to było. Pozdrawiam ciepło.

      Usuń
  2. Pewnie na tym strychu nie sprzątane x lat, bo się boisz tam wejść. Swoją drogą niezła wymówka. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiesz o czym pisałam. Pozdrawiam.

      Usuń
  3. Zdjęcia Terminalu z Twojego okna cudownie jesienne widoki piekny krajobraz .A w sprawie tych kroków co słyszałas może jakiejś wspomnienia i zbiegi okoliczności (dodam z mojego punktu widzenia że śmierć rodziców i bardzo bliskich osób można slyszeć glosy ,kroki, szyba wypadła z kredensu,zegar spadł ze ściany kiedy wnusia odeszła....)jestem pewna że słyszałas te kroki jak piszesz zbliża się miesiąc zadumy i przemyśleń serdecznie pozdrawiam życzę zdrówka!
    Wszystkiego dobrego z okazji wczorajszego święta spóźnione ale szczere i gorące życzenia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za życzenia, już powoli zapominam gdzie pracowałam, to było tak dawno. Oczywiście,ze człowiek jest bardziej wyczulony i uwrażliwiony na każdy szmer, kiedy ktoś z bliskich odchodzi. Są rzeczy niezbadane i ciężko o nich się mówi. pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  4. Lotko. Cieszę się, ze się podoba. Przecież dla siebie tego nie robię i dla siebie bloga nie piszę. Trudno, żebym oglądał to co sam widziałem :) Będzie parę odcinków z tego pobytu. Dobry humor i odpoczynek zawdzięczam przede wszystkim O. Rodowitej Gdańszczance i fantastycznej dziewczynie.
    Poważnie bo czasami sobie żartuję :)
    Hej


    Są przedziwne zdarzenia i po prostu niewytłumaczalne. Ale po prostu są. Wiem o tym. To jest tak jak ze snem. Dlaczego mamy sen? Co to jest sen? Dlaczego na się śni? I dlaczego akurat to?
    Piękne jesienne fotki. A co tam budują?
    Pozdrawiam serdecznie
    Vojtek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na mich fotkach jest osławiony terminal paliwowy, największa inwestycja w Polsce. Będą tu gromadzić przywieziony statkami gaz płynny i rozprowadzać go rurami po Polsce. Z okna więc oglądam i widzę, jak idzie budowa.
      Fajnie jest dzielić się wrażeniami, przeżyciami i tym, co lubimy czy nam się w danym momencie przydarza. Na każdym blogu znajdziemy coś interesującego, a Twój jest pisany przejrzyście, czasami zabawnie i fajnie. Lubię czytać Twoje posty. Pozdrawiam serdecznie..

      Usuń
  5. Jeszcze podobnych sytacji nie przeżywałam, więc nie mogę nic na ten temat powiedzieć. Nie potrafię tego nawet próbować wytłumaczyć :(. Drzewa za oknami to miły widok, ale to trochę dalej,nie koniecznie :(. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To trochę dalej jest ważne, bo to największa inwestycja w Polsce, czyli Terminal Paliwowy. Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  6. Piekne fotografie. Do postu postaram odnieść się może jutro.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem że nie jest łatwy temat do dyskusji. myślałam jednak, że ktoś podpowie mi trochę , że może spotkał się z takimi zjawiskami. Do tej pory przeżywałam je w ciszy.pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    2. Do dnia śmierci mojej mamy, bardziej w moich wspomnieniach żyła babcia i to z nią związane miałam pewne dziwne zdarzenia , które pamiętam i nie zapomnę. Kiedy umarla miałam siedem lat, byłam z nią związana dosyć mocno, nie byłam przy jej śmierci, bo dlugo chorowała i odeszla w Warszawie.Po jej pogrzebie odczuwalam jej obecność w domu i nawet rozmawiałam z nią. Wszyscy myśleli, że to jakieś fantazje, wyobrażenia dziecka po traumie. Ja sama przez lata nie potrafiłam tego wytłumaczyć, ja ją poprostu czułam wiedziałam w ktorym miejscu stoi i jakie gesty wykonuje, akceptowalam to.
      Trwało to dosyć długo, może rok, dwa. Skonczyło sie dopiero, kiedy pewnego wieczoru leżałam w łóżku i jak zwykle z nią rozmawiałam, a ona siedziała obok mnie, i nagle odczułam jej ciężar na moich nogach, tak jakby chciała położyć się obok mnie opierając się o moje nogi, poczułam fizyczny jej ciężar. Wtedy obleciał mnie strach i od tamtej pory już nie przychodziła.

      Miałam wiele takich sytuacji, kiedy umierała mama mojej przyjaciółki w moim domu zeskoczyła suszarka kuchenna wypełniona naczyniami, tak zeskoczyła, ponieważ gdy przybiegliśmy do kuchni z powodu huku, umocowania były na swoim miejscu, a naczynia rozsypane w drobny mak na podłodze. Na drugi dzień, dowiedzieliśmy się o śmierci.

      Przed chorobą mamy miałam w sobie jakiś dziwny niepokój , czułam że coś się wydarzy jeszcze nie wiedziałam, skąd "nadleci ", ale to było natrętne, pękło na dodatek moje ulubione lusterko słonecznikowe ( to które kiedyś pokazywalam na blogu)... tak sobie bez powodu pękło na połowę.

      Trudno wyjaśnić niektóre sytuacje, one mogą być zakodowane, gdzieś tam w naszym umyśle, ale zdrugiej strony jak wyjasnić odczuwanie ciężaru, czy tupanie butów, czy zeskakującą suszarkę.
      Tak sobie myślę, że kiedy jesteśmy bardzo związani i nie pogodziliśmy się ze śmiercią bliskich to oni nie mogą odejść, nie ułatwiemy im tego, to jak rodzaj energii, która krąży cały czas blisko.

      Z mamą było inaczej, kiedy trafiła do szpitala już wyniki pierwszych markerów były okropne, to było tak szybko, że nie wiedziałam, kiedy minęło lato jak ciągle jeździłam na rowerze do szpitala i jeszcze te upały dawały we znaki, jak w piekle. Musialam się pogodzić szybko, jeszcze jak żyła. Pomimo smutku jaki cały czas towarzyszy wiem , że jej "energia" poszła tam gdzie powinna i nie wraca przynajmniej narazie, zupełny spokój.

      Można by o tym dyskutować i szukać rozwiązań naszego myślenia, ale nie wszystko chyba da się zdroworozsądkowo, czy medycznie, pozostają zawsze jakieś wątpliwości nieodgadnionego.

      Pozdrawiam już nocnie i dobrego dnia :)

      Usuń
  7. Loteczko, nie strasz mnie przed nocą, bo za dwie godziny idę spać i na pewno przypomnę sobie Twój post.
    Serdecznie pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma się czego bać Aniu. Kiedyś często nasi rodzice opowiadali o rozmaitych wrażeniach, ale ja im nie wierzyłam. teraz doświadczyłam sama i myślałam, że pomożecie mi rozwikłać zagadki. Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    2. Loteczko, 15 października obudziłam się o godzinie czwartej nad ranem i pierwsze, co pomyślałam, to Twój post. Zasnęłam dopiero o godz. 6,30. Dziś sobie zrobiłam sjestę i śniły mi się moje ukochane kobiety: mama i siostra. Jednak ich się nie boję, bo cieszę się, że są żywe, mama nawet nie miała problemów z chodzeniem. Szkoda, że takie sny mam tylko w dzień, a nigdy w nocy.
      "Są rzeczy na ziemi i w niebie, o których nawet filozofom się nie śniło".
      Cieplutko pozdrawiam.

      Usuń
    3. następnym razem uprzedzę Cię Aniu, jeżeli będę pisać o podobnych sprawach. Nie wiedziałam,że jesteś taka wrażliwa. Był czas, ze bałam się nawet sama zostać w domu, ale minęło sporo czasu i już nie miewamy takich wyraźnych sygnałów. Nie trzeba się bać i nie myśl już. Jutro napiszę nowy post. Pozdrawiam.

      Usuń
  8. Mówią , że sa to wytwory wyobraźni, ale chyba nie do końca. Takich zjawisk nie da się wytłumaczyć .Po sierpniowej rozmowie z Toba i opowieści o przypadku Twojej koleżanki wierzę w takie zjawiska...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś milczeliśmy i nikt nie odważył się opowiadać o takich dziwnych przeżyciach, aby nie narazić się na śmieszność. Dziś się coraz częściej o tym mówi i pisze. Dla mnie pewne rzeczy są niewytłumaczalne. Pozdrawiam cieplutko.

      Usuń
  9. Mnie tez zdarzyla sie kiedys dziwna rzecz - "w duchy" wierze albo nie wierze ;) w kazdym razie wierze ze nasze doczucia i doznania w takich chwilach sa prawdziwe....pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może to jakaś dziwna energia działa? Energia w przyrodzie nie ginie. My jej nie rozumiemy i nie umiemy odczytać, ja na pewno nie umiem. Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  10. Taką sytuację trzeba przeżyć, żeby wiedzieć o czym się pisze. Ty przeżyłaś, ja też...
    Po śmierci ojca zostałam z 8-letnim wówczas synem sama w domu, bo mąż na kilka dni wyjechał służbowo.
    Maciuś, syn, poczuwając się do opieki nade mną spał wtedy ze mną. Ale dziecko szybko usypiało a ja przy małej lampce czytałam jeszcze książkę. Mieszkałam wtedy w domu jednorodzinnym, gdzie rodzice (kiedy żyli) mieszkali na parterze, my na piętrze. Codziennie, kiedy syn już zasnął słyszałam charakterystyczny chód mojego ojca schodami na górę. Wchodził pomału, potem wchodził do pokoju, w którym spałam z Maciusiem i słyszałam jego oddech. Nie widziałam nikogo. Po 3 dniach dokładnie takiego samego 'seansu' kiedy ojciec wszedł do pokoju nie wytrzymałam, usiadłam i na głos zaczęłam do niego mówić: ...nie strasz mnie, bo ja się boję jak tak robisz, proszę cię tato...
    Od tamtej pory nie usłyszałam już nigdy nic. Maciek ma już 34 lata.
    Nikt mi nie powie, że mi się to śniło.
    Pozdrawiam bardzo cieplutko:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że przeżyłaś podobne historie, więc rozumiesz o czym piszę. Nie opiszę dokładnie tego, co nam się przydarzyło, bo tak jak pisałam, chyba ktoś sobie tego nie życzy. jedno co zrobię, to opiszę w pamiętniku, aby następne pokolenia wiedziały co działo się w rodzinie. Nie jest to wybujała wyobraźnia, bo nie tylko ja obserwowałam znaki dawane nam przez kogoś. Pozdrawiam Cię Jolu.

      Usuń
    2. No tacy jesteśmy, trochę nie dowierzamy. Kiedy nas coś spotka wtedy przestajemy się pewnym rzeczom dziwić.
      Pozdrawiam cieplutko:)))

      Usuń
    3. No właśmnie, kiedy dotykamy rzeczy niewiarygodnych, zaczynamy wierzyć. Pozdrawiam.

      Usuń
  11. Nigdy nie spotkało mnie coś takiego. Może dlatego, że nie wierzę w... duchy ? Ale jako dziecko nasłuchałam się mnóstwo podobych opowiadań z ust moich dziadków. Pamiętam wszystkie i uwielbiam. Ale niektóre mroziły krew w żyłach. Pikanterii dodaje fakt, że dziadkowie mieszkali vis a vis starego cmentarza (dzieliło ich 20metrow) :) Teraz jak o jednej pomyślałam o mam gęsią skórkę ...

    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby nie zdarzały się w Twoim życiu podobne historie, bo nie jest to miłe doznanie, pamięta się o tym początkowo bez przerwy, a potem powolutku zapomina, na szczęście. Pozdrawiam Cię serdecznie.

      Usuń
  12. Wierzę, że nasi bliscy dają nam STAMTĄD znaki...Eryka nie było w domu. Wyjechał na delegację...Była 22 - godzina. Na dole czytałam książkę. Naprawdę nie spałam...W pewnej chwili usłyszałam, że otwierają się drzwi w naszej sypialni na górze...Ktoś schodził po schodach, mocno szurając nogami. Ze strachu byłam wtulona w fotel i sparaliżowana...
    To coś zeszło na półpiętro, chwilę stało i jakby się rozpłynęło...Nie zasnęłam tej nocy.
    Rano dowiedziałam się, że Babcia odeszła do Pana...
    To są dziwne, niewytłumaczalne sprawy...
    Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda Łucjo, dziwne i niewytłumaczalne, a zdarzają się dość często. Rozmawiam ze znajomymi o takich sprawach, okazuje się, ze dużo komu udawało się odczuwać obecność zmarłych. Brat mój kiedyś mówił, że energia w przyrodzie nie ginie i być może ktoś , kiedyś skonstruuje odbiornik myśli krążących w przestworzach. Przy obecnym tempie nauki, jest to chyba możliwe. Może okaże się, że zrozumiemy znaki,których teraz się boimy? Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  13. Dziękuję. Teraz już wiem co widzisz z okna:) Potężna inwestycja! W sobotę dam następny wpis :) Dziś u nas chłodniej ale pogoda znośna. Nie ma co narzekać.
    Hej

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas rano nawet padał deszcz, teraz świeci słońce. Nie jest najzimniej, więc może jutro pójdziemy do lasu. Chętnie przyjdę poczytać i obejrzeć fotografie. Pozdrawiam Cię Vojtku serdecznie.

      Usuń
  14. Przeczytałam Twój tekst. Jest rzeczywiście nad czym myśleć.
    Chciałam Cię poinformować , że jutro będzie na moim blogu tekst dedykowany Tobie.
    Serdeczności pozostawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O mamuńciu, obawiam się co w nim napiszesz. Przyjdę na pewno poczytać. Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  15. Witaj, Lotko, bardzo osobisty jest Twój wpis i jak zwykle, dał mi sporo do myślenia.
    Mój tato też odszedł w październiku, w nocy 24, już prawie 4 lata temu i bardzo mi go brakuje. Ja zaś całe życie mam wrażenie, że umrę w listopadzie, bo to dla mnie zdecydowanie najgorszy miesiąc do przetrwania w całym roku...

    Pozdrawiam serdecznie, j.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Joasiu. Nie myśl o śmierci, bo dla Ciebie to stanowczo za wcześnie. Odejście bliskich jest zawsze przykrym przeżyciem. Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  16. Witaj
    No tak, bo jesień, to pora zadumy i refleksji...
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Więc możemy sobie podumać ile wlezie i każdy z nas ma swoje dylematy do przetrawienia. Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  17. Witaj!
    Dziękuję za odwiedziny na blogu i bardzo praktyczne stwierdzenie co do przydatności dawnego sprzętu AGD.
    A listopad? Cóż, zawsze będzie miesiącem refleksji i filozoficznym rozważaniem o przemijaniu.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję za odwiedziny Michale. Poruszyłeś moje wspomnienia z dawnego życia. Pamietam czasy, kiedy tarka do prania była fantastycznym wynalazkiem. Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń

Sposób komentowania:
Wybrać-Nazwa Adres URL
Wpisać nazwę w pierwszym okienku
Adres URL w drugim - czyli adres bloga.
Anonimowi- nazwę proszę pisać w komentarzu.