wtorek, 29 października 2013

Kamień Pomorski - Katedra

http://youtu.be/FFNxAfy6dbY&autoplej=0&kolorek=631c44&typek=4
Bema pamięci rapsod żałobny. Wykonawca - Czesław Niemen



   Latem, zawieźliśmy wnusię do Kamienia Pomorskiego. Pokazałam jej budynek mojego liceum i po drugiej stronie ulicy Katedrę, na którą spoglądałam z okien przez pięć lat nauki. Do świątyni tej biegłam  przed lekcjami, aby pomodlić się przed ołtarzem św. Mateusza. Robiłam tak wtedy, kiedy nie byłam zbyt dobrze przygotowana do klasówki. Był to początek lat sześćdziesiątych.

   Trafiliśmy na koncert organowy, który wykupiła wycieczka Niemców. Z przyjemnością wysłuchaliśmy utworów różnych kompozytorów.

   Zwiedziliśmy Katedrę, wewnętrzny krużganek i muzeum wykopalisk.

   Nie podaję więcej wiadomości, kto zechce je poszerzyć, znajdzie w internecie.

   Słuchając nastrojowej muzyki Czesława Niemena, proszę obejrzeć fotografie.
  









niedziela, 20 października 2013

Trochę słońca jesienią...

  Na przekór temu co za oknem, pokażę to, co cieszy moje oczy każdego dnia. Kilka miesięcy temu odważyłam się kupić anturium i nawet nie przypuszczałam, ile przyjemności będę z tego miała. Roślinki kwitną obficie i rozrastają fantastycznie. Kiedy jest szaro za oknem, przyjemnie jest spojrzeć na czerwone i łososiowe kwiatki. Poprawia się humor i świat wydaje się piękniejszy. 
   Kwiaty, mają w moim domu mają poczesne miejsce i choć staczam boje z mężem o to, że jest ich za dużo, nie rezygnuję z zakupu następnych.
   Storczyki też warto hodować, bo kwitną długo i najpiękniej na świecie. Jeden z moich kwitnie już ponad rok, to ten fioletowy na jednej z fotografii.

A to część mojej kolekcji.


Można obejrzeć fotografie słuchając muzyki country.
 
 

wtorek, 15 października 2013

Kroki na strychu



  Zbliża się listopad i czas zadumy nad przemijaniem.
  Październik, to miesiąc, w którym odeszli moi bliscy. Trzeciego była rocznica śmierci mamy, jutro ojca, a osiemnastego będzie rocznica śmierci cioci, która w dzieciństwie była zawsze z nami.
   W czasie odejścia mojej mamy zdarzyło się kilka bardzo dziwnych rzeczy. Obserwowaliśmy sygnały światła, w dziwnych okolicznościach pojawiała się w domu woda. Przed odejściem ojca, zastałam zdewastowane jego mieszkanie. Nie było żadnego włamania, a wszystkie rzeczy były w dziwny sposób poprzestawiane. Szyba w drzwiach od kuchni rozpadła się na pył.
Kilka razy próbowałam to opisać, ale nie dało się, nie mogłam zbudować prostego zdania, więc doszłam do wniosku, że nie powinnam.
O jednym przypadku napiszę dziś.
    W 2000 roku pojechaliśmy na Białoruś. Mieszkaliśmy u stryjecznej siostry, w ładnym pokoiku z werandą. Każdego ranka o godzinie piątej słyszałam na strychu, wyraźnie nad naszym pokojem kroki, zdecydowane męskie kroki. Ciężki marsz w butach o twardej podeszwie powtarzał się każdego dnia, jakby ktoś chodził w tę i z powrotem.  Pytałam siostrę, co jej mąż robi na strychu o tak wczesnej porze. Powiedziała, że nie wchodzi na strych, bo śpi do szóstej. Zastanawiałam się więc czy to nie kot, ale kota w butach spotyka się tylko w bajkach.
   Dopiero po powrocie do domu skojarzyłam kroki z faktem, że pół roku wcześniej w tym domu umarł stryjek, młodszy brat mojego ojca. Gdybym pomyślała o tym wtedy, słysząc kroki na strychu, uciekłabym z tego domu gdzie pieprz rośnie.
  Kto chodził i czemu tylko ja słyszałam kroki, tego do dziś nie umiem rozwikłać.

Na fotografiach, widok z mojego okna przed zachodem słońca.


piątek, 4 października 2013

Kościół z mojego dzieciństwa


   Jesień sprawia, że mamy więcej czasu na myślenie, wspomnienia i marzenia. Leniwie upływa czas, a za oknem mamy już chłodne powiewy wiatru. Siedzimy w domu i nadrabiamy braki w lekturze.
   W moich wspomnieniach pojawił się kościółek z dzieciństwa. Na początku lat pięćdziesiątych, znaliśmy go tylko z zewnątrz. Kościół był zamknięty, a księdza zesłano na Syberię. Po drodze do szkoły, wspinaliśmy się na wysoki kościelny parkan i zaglądaliśmy na podwórko. Na szczęście, Rosjanie nie urządzili w nim magazynów.  Kościelnym był Polak, który bardzo pilnował, aby nikt niepowołany tam nie wchodził.

   Obok kościoła był przedwojenny cmentarz. Brat  często prowadził mnie tam i kazał czytać napisy na wielkich płytach. Tam nauczyłam się polskich liter.

   W 1056 roku ksiądz został zwolniony, wrócił do Wawiórki, ale mszy nie wolno mu było odprawiać.

   Wyjechaliśmy do Polski. Po kilkunastu latach dowiedzieliśmy się, że w naszym kościele odprawiane są msze, że Polacy już nie muszą pokonywać długiej drogi do kościoła w  Wasiliszkach.  

   Byłam na Białorusi w 2000 roku. Poszłam do naszego kościoła, ale przepłakałam niemal całą mszę, bo wierni tak pięknie śpiewali, że rozdzierało mi duszę. Słyszałam głos mojej mamy, gdzieś w tłumie śpiewających na kilka głosów ludzi.
    Uśmiech pojawił się tylko na chwilę, bo zobaczyłam, że kościelny zbiera pieniądze do reklamówki. Taka niewielka jest wartość białoruskiego rubla.

Tu gdzie jest staw, było boisko mojej szkoły.
Wawiórski kościół w pełnej krasie.
Fotografie pochodzą z internetu, a to ołtarz główny.
W kościele są organy.