poniedziałek, 25 marca 2013

Świąteczne życzenia



 ..........@..@..@........@...@...@
........@............@....@.................@
........@.......((....@...../)/)........@
..........@.....(=':')........(':'=).........@
............@...(..(")(")..(")(")..)...@
................@.....................@
....................@.............@
............... .........@.....@
.............................@
Moc prezentów od zajączka
co koszyczek trzyma w rączkach.
Wielu wrażeń, mokrej głowy
w poniedziałek dyngusowy.
Życzę jaja święconego
i wszystkiego najlepszego!

piątek, 22 marca 2013

Wielkanoc na Grodzieńszczyźnie - lata pięćdziesiąte



Wielkanoc z mojego dzieciństwa .

  Ogromnie wesołe były święta wielkanocne na Grodzieńszczyźnie, ponieważ ciepłe słonko po ciężkiej zwykle zimie, nastrajało pozytywnie. Czasami zapominaliśmy o troskach i o tym, że tato gdzieś tam daleko marznie na Syberii. 
   Przede wszystkim już samo przygotowanie do świąt cieszyło, bo asystowanie mamie przy farbowaniu jaj w łupinach cebuli było ciekawe. Potem piekliśmy ciasta, przeważnie drożdżowe. Mama dawała mnie i bratu po kawałku ciasta. Naszym zadaniem było ulepić kukiełkę, tak zwanego Moskalika. Brat robił to zręcznie. Jego Moskalik miał i szabelkę i guziki przy mundurze i oczy i nos, a ja swojego bez przerwy poprawiałam, zlepiałam w kulkę i jeszcze raz od nowa. Kiedy udawało się mi uporać z tym ciężkim zadaniem, to ciasto było ciemne, nie zawsze lepiłam go w odpowiednim miejscu i nie najbardziej czystymi rękami. Potem mama te Moskaliki piekła w piecu chlebowym. Bawiliśmy się nimi przez całe święta, a potem zjadaliśmy. Ja swojego "murzyna" też zjadałam.
   Pierwszy dzień Wielkanocy był spokojny. Z pierwszego dnia świąt na drugi, przez całą noc pod okna domu przychodziły grupy młodzieży i śpiewali ułożone na tę okoliczność polskie pieśni.. Pukali w okno i pytali - " Czy można śwętą pieśnię zaśpiewać, dom poweselić". Dokładnie tak pytali. Mama czasami odpowiadała, że dziękuje, ale nie może się weselić, kiedy mąż na Syberii. 
   Przeważnie jednak przyjmowała śpiewaków. Mieszkańcy dawali im za to jajka, częstowali jedzeniem i wódką. Brat mój najbardziej lubił słuchać ich śpiewu nad ranem, bo o tej porze byli już "pod wpływem". Pod okna przychodziły również grupy z innych, niedaleko położonych wsi. Całą noc, aż do świtu trwał koncert. Niewiele rodzin spało tej nocy, a właściwie spali tylko ci, którzy czymś narazili się sąsiadom, więc nikt w tę noc nie zapukał do ich okna aby " zaśpiewać świętą pieśnię ".
   Na drugi dzień komentowano i oceniano, która z grup miała najładniejsze piosenki, która dostała najwięcej jaj, której uczestnicy najwięcej wódki wypili.
   Drugi dzień świąt należał i do dzieci i do dorosłych. Zbierali się na pobliskim pagórku i odbywało się " taczanie jaj ". Puszczało się jajka z górki i jeżeli które uderzyło w jajo leżące na dole, to zabierało się je sobie. Wygrywał ten, kto "wyturlał" najwięcej jaj. Niektórzy wygrywali ich setki, bo i setki jaj przygotowywały gospodynie na święta Wielkanocne.
   Jeszcze jedna konkurencja odbywała się we wsi. Był to konkurs na najmocniejsze jajo. Stukali się jajkami, a przegrywał ten, czyje pękło. Pod koniec ogłaszano, kto jest mistrzem "najmocniejszego jaja" na cały rok. 
  Zabawę tego dnia mieli i dorośli i dzieci.

 

niedziela, 17 marca 2013

Poczytaj mi mamo



   Czytanie dzieciom od kilku lat rozpowszechniło się w Polsce i to jest bardzo cenna sprawa . Akcje odbywają się w bibliotekach, świetlicach, w szkole i w przedszkolach. Najważniejszą rzeczą jest, aby wykształcić nawyk czytania w rodzinach i zaprzyjaźniać dzieci z książkami od najmłodszych lat.
   Pozwolę sobie na odrobinkę prywaty i pochwalę moją córkę, która czytanie swojemu dziecku zaczęła jeszcze wtedy, kiedy mała siedziała pod jej serduchem. Czytała będąc w ciąży, czytała jak mała leżała w kołyseczce i wtedy, kiedy przeniosła się do większego łóżka.
   Najważniejsze, że robiła to każdego dnia i systematycznie. "Księżniczka" przed snem pytała… ,”a bajeczka?”. Czytał jej również ojciec, babcia i dziadek. Nadal czyta się jej do snu, ale tylko wtedy, kiedy jest zmęczona.
   Dziś są efekty naszej pracy z książką. Mała chodzi do pierwszej klasy i najładniej się wypowiada, ma duży zasób słów, jest chwalona przez wychowawczynię. Sama chętnie i dobrze czyta, a najważniejsze, że rozumie co czyta.
   Nauczycielka wyznaczyła ją do konkursu czytelniczego. Przygotowuje się sama i  przeczytała wszystkie lektury, a teraz słucha audiobooków dla utrwalenia treści polecanych lektur.
   Tym postem chciałabym zachęcić rodziców i dziadków do codziennej lektury. Czytajcie swoim pociechom, bo to daje dobre efekty.

środa, 13 marca 2013

Album

   Lubię gromadzić pamiątki rodzinne i dokumentować wszystkie ważniejsze wydarzenia. Piszę pamiętnik  wnusi od początku jej życia, a nawet z okresu ciut wcześniejszego, kiedy siedziała sobie bezpiecznie pod sercem swojej mamy.
   Wydrukowałam już siedem lat jej życia. Piszę nadal i mam nadzieję, że za kilka lat przejmie po mnie tę pracę.  Również siedem lat jej życia, udokumentowałam albumem zdjęciowym.
   Albumy robię w programie " Rossmann Fotoświat", który jest dostępny w internecie, nagrywam na płytkę i zanoszę do sklepu . Po kilku dniach otrzymuję pięknie wydrukowany, na papierze fotograficznym, album.
  W marcu były urodziny naszej córki. Wpadłam na pomysł wykonania takiego albumu ze zdjęć  jej dzieciństwa. Muszę przyznać, że sprawiliśmy jej tym prezentem ogromną radość. Wszystkie zdjęcia z opisami są w jednym miejscu.
Polecam. A to link do pobrania, bardzo łatwego w obsłudze, programu:
http://www.fotoksiazka.pl/program_do_fotoksiazki.php
 A tak wygląda gotowy album:


piątek, 8 marca 2013

Takie sobie przemyślenia



   Zastanawiam się czasami, dlaczego na blogu  lubię zamieszczać obrazki, zamiast pisać poważniejsze posty. Obrazek jest miły dla oka i potrafi rozweselić duszę. 
   Rzeczywistość współczesna nie jest przyjazna dla psychiki. Włączanie telewizora wiąże się najczęściej z niemiłym uczuciem. Nie można cieszyć się z wypowiedzi Wałęsy, naszego noblisty, o ludziach innych orientacji seksualnych. Niesiołowski potrafi zaskoczyć opowieściami z dzieciństwa o spożywaniu szczawiu i mirabelek. Posłowie w Sejmie robią z siebie głupa i wcale mnie nie śmieszy iPad w rękach Kaczyńskiego, wyjście grupy Palikota przed głosowaniem, czy wypowiedź Kempy o kwiatach dla Tuska, bo oni bawią się, miedzy innymi, za moje pieniądze.

   Posłanka z mojego miasta robi tyle złośliwości, bardzo pracowitemu naszemu Prezydentowi, że mam ochotę okaleczyć sobie rękę, bo zagłosowałam kiedyś na nią.

Na dodatek wiadomości o zgonach dzieci, o wożonych w karetkach ludziach, bo szpitale nie chcą przyjmować ciężko chorych, doprowadza mnie do szału i przestaję dziwić się ludziom, którzy nie mają w domach telewizorów.

   Nadal będę cieszyć się obrazkami i zdjęciami, bo trzeba w życiu znaleźć powód do radości, chociaż najmniejszy.

  Napiszcie szczerze, czy większą przyjemność sprawiło Wam czytanie mojego postu, czy zdjęcia z kwiatkiem, który kupił mi mąż, z okazji Dnia Kobiet?


Bardzo chciałam mieć anturium w doniczce i nawet jego drobne kwiatki cieszą mnie ogromnie.



poniedziałek, 4 marca 2013

Grafika amatorska

Jedna z blogowiczek zachęciła mnie do zabawy programami graficznymi. Oto moja amatorszczyzna.