piątek, 25 stycznia 2013

Marzenia małej dziewczynki



   Małe dziewczynki marzą o zabawkach, lalkach i ładnych ubrankach. Moje marzenia z dzieciństwa odbiegały od tych, jakie mają dzieci.
   Pisałam kiedyś, że ojciec mój był wywieziony na Syberię, gdzie spędził pięć lat. Mama z trojgiem dzieci, musiała radzić sobie sama, czyli opiekować się dziećmi i zapracować na chleb. Nie było łatwo, więc bardzo jej pomagaliśmy. Brat wykonywał cięższe prace, bo miał już 9 lat, a ja często opiekowałam się małą siostrzyczką, a nawet chodziłam w pole żąć sierpem zboże. Tak, tak, to jest możliwe, że siedmioletnie dziecko pracuje i że potrafi wiele zrobić.
   Najczęściej marzyłam o kromce suchego chleba, aby najeść się do syta. Brakowało nam jedzenia, szczególnie wiosną.
Na blogu „Dzieci Sybiraka”, pisałam o tym, że chciałam zostać żebraczką. Chodzili w tamtych czasach po wsiach wędrowni żebracy. Modlili się, a ludzie dawali im  chleb, który pakowali do worków, więc ja też chciałam mieć dużo chleba, aby móc podzielić się nim z najbliższymi.
   Drugim moim marzeniem było ciepło. Zimą marzliśmy okrutnie, bo nie było czym napalić w piecach. Ile drzewa mogła mama przynieść z lasu na wątłych ramionach? Zamarzała woda w wiadrze pozostawiona w kuchni, szyby w oknach pokrywał gruby szron. To cud, że nasza rodzina przetrwała pięć lat bez ojca w takich trudnych warunkach.
   Jedno mi zostało w pamięci, głód z powodu braku chleba, więc do dnia dzisiejszego nie może go u mnie w domu zabraknąć. Muszę mieć jakiś zapas, zamrożony choćby kawałeczek .
   Bloga „Dzieci Sybiraka” zaczęłam pisać w 2005 roku.. Po perturbacjach z blogami na Onecie, zlikwidowałam go, ale treść mam skopiowaną, więc czasami zamieszczę jakieś wspomnienie i na blogspocie.
   Od października pieczemy chlebek na zakwasie. Zachęciła nas do tego Morgana, której serdecznie dziękuje, bo chlebek własnej roboty bardzo nam smakuje, szczególnie z dodatkiem ziaren słonecznika.

 Może mnie nie być na blogu przez kilka dni, Księżniczka przyjeżdża na ferie. Pozdrawiam Was serdecznie.

42 komentarze:

  1. Ech marzenia dziecka....
    Ja swoich nie pamiętam ,
    ale na pewno nie dotyczyły braku chleba,
    bardzo Ci współczuję ,
    że musiałaś marzyć o chlebie...
    Czasami tak układają się nasze losy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz nie ma co współczuć, te wspomnienia nie bolą już, tylko kromkę chleba muszę zawsze mieć w domu. Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  2. Na szczęście jako dziecko nie musiałam głodować, ale brakowało nam czekolady, za którą tęskniłam razem ze starszą siostrą. Aby nadrobić brak słodyczy, mama często piekła ciasto i bułeczki z różnymi owocami, szczególnie jagodami. Jednak ja wychowywałam się wśród swoich na Ziemiach Odzyskanych, a nie wśród obcych na Białorusi. Tatuś miał pracę, mieliśmy też krowę, dwie świnki i kury, więc nie biedowaliśmy.
    Chleba sami nie pieczemy, ja jem tylko żytni pełnoziarnisty, choć czasami marzę o białej bułeczce.
    Gorąco pozdrawiam i życzę Lence udanych ferii, choć od poniedziałku ma być już odwilż ( z czego się cieszę).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, my tam byliśmy wśród swoich. W naszej miejscowości nie było ani jednej obcej rodziny, sami Polacy. Gdyby nie oni, nie przetrwalibyśmy. Dzielili się z nami tym co mieli. Trochę obcych zamieszkało w Wawiórce, miejscowości odległej o 3km, tam gdzie był Urząd Gminy. Gdyby ojca nie wywieźli, żylibyśmy dobrze, bo pracował jako księgowy w kołchozie. Stało się inaczej. Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    2. Loteczko, miałam na myśli, że mieszkałam w Polsce i gdzie nie spojrzeć, byli Polacy. Fakt, że po wojnie okoliczne wioski zasiedlili Jugosłowianie, a dokładnie Polacy z Jugosławii. Chyba to byli Serbowie, których przodkowie kiedyś wyemigrowali z Polski, a teraz ich potomkowie wrócili.
      Jednak znalazł się ktoś, kto doniósł na Twojego ojca, czyli nie wszyscy byli życzliwi. Na mojego tatę doniósł na UB najbliższy sąsiad, z którego dziećmi bawiłyśmy się z siostrą na podwórku.
      Życzę Ci miłego czasu z Księżniczką.

      Usuń
    3. Aneczko, na ojca doniósł Akowiec Kurłowicz, który przyszedł do nas ze swoimi ludźmi. Najadł się, napił, a jak go drapnęli, to podał nazwisko ojca, że był u Kupraszewicza. To z jego córką siedziałam w ostatniej ławce pierwszej klasy. Nikt z Plaków, sąsiadów nie wydałby, bo każdy był zmuszony przyjąć w swoim domu bandy AK. Z oddziałów AK, potworzyły się bandy, którym wygodnie się żyło, zabierali ludziom wszystko. Nam zabrali całego świniaka, zabitego na święta. Rosjanom wystarczyło to, że byli, a ty nie doniosłeś, to znaczy że współpracujesz z nimi i już gotowy wyrok 25 lat zesłania. Tak było.

      Usuń
  3. mi lekarz kazał tylko i wyłącznie jeść chleb na zakwasie.Kiedyś nie mogłam tego jeść a teraz przyzwyczaiłam się.Pozdrawiam milutko:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, chleb w tym poście jest głównym bohaterem. Pozdrawiam.

      Usuń
  4. Klik dobry:)
    To życzę Księżniczce wspaniałych ferii.

    Naszym dzieciom i wnukom aż wierzyć się nie chce, że można marzyć o kromce chleba...

    Lotka, jak dobrze, że skopiowałaś. Zamieszczaj, zamieszczaj te wspomnienia.

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postaram się od czasu do czasu zamieścić fragment mojej historii. Jeżeli Was przy okazji nie zanudzę. Kilka osób czytało moje wspomnienia. Ania zna je doskonale, bo była ze mną prawie od początku, Alegria również. Pozdrawiam serdecznie, o 17 przyjedzie Księżniczka.

      Usuń
  5. Bardzo mocno wzruszają Twoje wspomnienia. Chociaż nigdy nie byłam pragnąca kromki chleba, mogę sobie to wyobrazić.
    Ja również piekę chleb na zakwasie z różnymi dodatkami; słonecznikiem, dynią, czarnuszką, suszonymi pomidorami... Mąki kupujemy w młynie. Czasem jesteśmy kupić u piekarza. Nie jest tak pyszny jak nasz...
    Wiem, że Księżniczka będzie miała u Ciebie najcudowniejsze ferie, życzę Jej by zapamiętała je jako najwspanialsze, najpiękniejsze!
    Wysłałam do Ciebie dwa email'e...Czyżby niedoszły?
    Oczywiście, że pragnę. Nie mam kodu.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napisałam e-maila, nie wysłałam kodu, byłam wczoraj bardzo roztargniona. Widziałam, jest ok. Za tydzień postaram się zrobić z czerwonym tłem. Ważne, że odkryłam nowy sposób. Jestem uparta i jak się na coś zawezmę, muszę dokonać, tak było i tym razem. Do wspomnień z dzieciństwa wracam chętnie, już bez żalu, że coś mi w życiu umknęło. Żyłam w najciekawszych czasach. Pozdrawiam.

      Usuń
  6. Jakie czasy takie marzenia. Mnie los oszczdził takich przeżyć , ale potrafię zrozumieć drugiego. Pozdrawiam serdecznie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziś nie wyobrażam sobie, aby dziecko obute w gumowce, szło trzy kilometry do szkoły, w trzydziestostopniowy mróz. Wtedy była to codzienność. Pozdrawiam cieplutko.

      Usuń
  7. Marzenia dziecka, ale i pamięć emocjonalna, to niesamowita przestrzeń. Tyle się tam mieści i jest punktem odniesienia do teraźniejszości. Wrażenia, kolory, smaki...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, że w zamieci zostają i obrazy i smaki i marzenia. Tak ma być. Serdecznosci zostawiam.

      Usuń
  8. Witaj
    Za ciepłe słowa- dziękuję :)
    A marzenia dzieci, zawsze odbiegają od siebie i co dla jednych jest normalne, dla innych- nieosiągalne.
    Grunt, to wzajemny szacunek i pamięć o dobrych stronach życia i mądrych ludziach ;) Twoja rodzina, do takich należy :)
    Serdeczności zostawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem jak z tą mądrością jest, ale doświadczenie życiowe na pewno. Przeżyliśmy różne etapy. teraz jest dobrze, spokojnie i w miarę dostatnio. Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  9. Ja miałam bardzo podobne marzenia. W mojej rodzinie wcale nie było ojca, więc też była bieda. Też pisałam o tym na samym początku bloga np. w tekście "Wigilie mojego dzieciństwa". I do dzisiaj nie znoszę jak wyrzuca się stary chleb i inne jedzenie i robię o to awantury domownikom. Przeżyłam po prostu głód.
    Bardzo dobrze Cię rozumiem.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to obie wiemy co to głód. Nie zapomnę nigdy wiosny i smaku słodkich, przemarzniętych ziemniaków.Za to lato odpłacało i słodkimi poziomkami i grzybkami i owocami na drzewach, słodziutką marchewką w ogródku, którą skrobaliśmy szkiełkiem. Takie wspomnienia mamy. Serdeczności dla Ciebie.

      Usuń
  10. Smutne...
    Pozdrawiam bardzo cieplutko:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dawne wspomnienie i już nabrało kolorów, nie jest smutne. Pozdrawiam.

      Usuń
  11. Moja Babcia zostala takze wywieziona wraz z Dziadkiem i dziecmi na Sybir. Tam urodzila sie moja Mama... Babcia umarla mlodo miala tylko 48 lat. Po Jej smierci na stychu, juz w Polsce, znaleziono kilka workow ususzonego chleba...
    Serdecznosci
    Judith

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, widzisz. To jednak prawda, że kto przeżył głód i marzył w życiu o kromce chleba, musi mieć w domu jego zapas. Ja nie suszę, ale dbam aby zawsze był. Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  12. mam łzy w oczach. żadne dziecko nigdy i nigdzie nie powinno marzyć o chlebie.
    aż mi wstyd, że nie było u mnie w domu bogato, ale dzieci nie chodziły głodne. wiem, że to dawno, ale bardzo mi przykro.
    pozdrawiam, loteczko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tamtym czasie nie tylko ja chodziłam głodna. Bieda była w tych rodzinach, w których wywieziono na Sybir kogoś bliskiego. Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  13. Loteczko to nie było Ci lekko w dzieciństwie, niestety. Pamiętam, że u moich rodziców mogło nie być innego jadła, ale chleb - zawsze musiał być i nigdy, ale to nigdy chleb nie został przez nich wyrzucony i na mnie chyba to przeszło. Tak jak w dzisiejszych czasach, niektórzy to czynią.

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szacunek dla chleba i pietyzm, z jakim się go traktuje w mojej rodzinie przetrwał lata i nadal będzie trwał.

      Usuń
  14. Kiedy to czytam Kasiu,coś chwyta mnie za serce.U nas chleba nigdy nie brakowało,ale byliśmy wychowani w poczuciu szacunku do chleba i mieliśmy nim się dzielić z każdym głodnym.Ponieważ była taka możliwość,to babcia nadmiar chleba dawała biednym.Druga babcia piekła specjalnie chleb i nosiła do lasu partyzantom.Nigdy nie wyrzuciłam chleba i tego szacunku też nauczyłam dzieci.Nawet suchy chleb można wykorzystać.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To pięknie czynisz. Widuję kawałki chleba koło śmietnika i coś mnie ściska w gardle, bo wiem, że ludziom i dziś go brakuje. Podzielić się z innymi, to ważna rzecz.

      Usuń
  15. Bardzo smutne marzenie a jak realne w Twoim siedmioletnim wówczas życiu ,nie chce się wierzyć że tak mogło być czego jak czego ale jak brakuje chleba to jest po prostu głod ,dziękuję Bogu że ja osobiście takiego dramatu nie przeżyłam .U nas w domu bylo skromnie chlebek zawsze był i szacunek do chleba mam do dziś ,chlebek upieczony przez Ciebie wygląda pięknie i apetycznie -smacznego.
    Milo spedzonych ferii z Wnusią i całą rodziną serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ferie były miłe, dziś mała pojechała, bogatsza o dobre zdrowie i wiedze, jaka przekazaliśmy jej przez tych kilka dni. Następny tydzień spędzi na lodowisku i kortach tenisowych. Pozdrawiam.

      Usuń
  16. Przykre wspomnienia i wzruszające bardzo marzenia. Wiele Loteczko przeżyłaś...
    Wszystkiego dobrego, uściski*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dawne przeżycia nauczyły mnie, że trzeba o innych pamiętać. Serdecznosci dla ciebie.

      Usuń
  17. Lotka... dla księżniczki zawsze warto rzucić wszystko... Ciężkie przejścia i okrutne wspomnienia ma wiele ludzi z tam tych czasów, ale i nie tylko... dziś są inne może problemy i troski, choć i czasem zupełnie podobne. jedno jest pewne ludzie, którzy ich doświadczyli są jacyś tacy niesamowicie... wrażliwi, dobrzy.., potrafią cieszyć się najmniejszą głupotką, najmniejszą fajna sytuacją. Takie wydarzenia w życiu cholernie pozytywnie wzbogacają! Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, wzbogacają. W mojej rodzinie nigdy nie zazdrościmy sobie bogactwa, dzielimy się z innymi tym co mamy. Księżniczka zadowolona z pobytu u babci, pojechała dziś do domu.

      Usuń
  18. Życie Cię nie "głaskało" i to bardzo smutne. Teraz masz księżniczkę i się nią ciesz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszyliśmy się Księżniczka przez tydzień. Zdrowiutka po spacerkach nad morze, pojechała dziś do domu.

      Usuń
  19. Loteczko już kiedyś pisałam, że cała Twoja historia spisana na blogu, będzie najcenniejsza w przyszłości, szczególnie dla Księżniczki. Sama wiem po sobie, że dopiero jak osiągnęłam pewien wiek, zaczęłam bardziej interesować się losami rodziny. Syberia łączy wiele rodzin.
    Tymczasem zostawiam serdeczne buziaki dla Was od nas.:)
    Cieszcie się swoją obecnością, dopóki ferie.:)
    Cmok.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tydzień ferii upłynął. Księżniczka dużo czytała, spacerowała nad morzem i zdrowa pojechała do domu. Następny tydzień ferii spędzi na zimowisku.

      Usuń
  20. Ja na szczęście urodziłam się w czasach gdy tego chleba nie brakowało, lecz rozumiem tych ludzi którym go brakuję lub brakowała. Przesyłam całuski dla Twojej Księżniczki. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całuski przekazałam. Jestem szczęśliwa widząc, że młodzi żyją teraz inaczej, szczęśliwiej. Pozdrawiam ciepło.

      Usuń

Sposób komentowania:
Wybrać-Nazwa Adres URL
Wpisać nazwę w pierwszym okienku
Adres URL w drugim - czyli adres bloga.
Anonimowi- nazwę proszę pisać w komentarzu.