wtorek, 11 grudnia 2012

Wspomnienia o stanie wojennym

Niedziela, 13 grudnia 1981roku.

  Wstaliśmy koło dziewiątej i jedliśmy jajecznicę na boczku. Nie było bajki, ale nas to nie zdziwiło, bo wtedy przerwy w nadawaniu programów, zdarzały się często. 
Pukanie do drzwi. Wszedł sąsiad i zapytał, czy włączaliśmy telewizor. 
-Tak, ale nie ma programu. 
-Wprowadzili stan wojenny, oznajmił. 
   Powiało z lekka zgrozą i czekaliśmy do godziny dziesiątej. telewizorze ukazał się Wojciech Jaruzelski i odczytał orędzie do narodu. Odnieśliśmy dziwnie niemiłe wrażenie. Po śniadaniu wyszliśmy na ulicę, aby zobaczyć patrole wojska i milicji. 
   Na dworze panowała cudnie biała zima . Zauważyliśmy, że przed ruskim płotem stali dwaj marynarze z karabinami. Zwykle znajdowali się za płotem, a nie przed. Po południu ktoś pokazał nam lufy armat, wystające z okien na poddaszu, w budynkach bazy radzieckiej.
  Poszliśmy do koleżanki, której mąż kilka dni temu wypłynął w morze. Też nie wiedziała o niczym. Z daleka widzieliśmy patrol naszych żołnierzy, ale nie zaczepieni przez nikogo, wróciliśmy do domu. Telewizja nie nadawała programów. 
   Wieczorem wpadł do nas szwagier, który był zawodowym wojskowym, aby napić się czegoś gorącego.
   -Musimy warować koło tej cholernej gwiazdy, psioczył. 
Na Placu Słowiańskim stał postument z czerwoną gwiazdą i wojsko musiało pilnować jej dniem i nocą. 
   Cały stan wojenny przebiegał w naszym mieście spokojnie, nie byliśmy kontrolowani przez nikogo ani razu. Mąż tylko opowiadał, że zakład PPDiUR „Odra” został zmilitaryzowany, wprowadzono komisarzy wojskowych i wzmożono kontrole na bramach. Kilka osób internowano, a kilka bardzo się starało o to, aby być internowanymi.
  Jedyną niedogodnością dla nas było wesele znajomej, na którym musieliśmy siedzieć do szóstej rano, bo obowiązywała godzina policyjna.
  Po odwołaniu stanu wojennego, napisała do nas kuzynka z Białorusi. "Jak dobrze, że u was spokój, to nasi mężowie mogli wrócić do domu spod polskiej granicy" .
Zima wtedy była podobna do dzisiejszej, tylko nie było mowy o wykonaniu zdjęcia Portu Wojennego.
To są zdjęcia aktualne.


Mundury żołnierzy radzieckich możemy teraz obejrzeć w Muzeach Fortów.
 
 

51 komentarzy:

  1. Klik dobry:)
    Chyba większość zakładów pracy zostało zmilitaryzowanych. A co to jest PPDiUR.

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przedsiębiorstwo Połowów Dalekomorskich i Usług Rybackich "Odra". dziś już po niej "horyzonty na fragmentach", w/g powiedzenia mojego brata, zostały. Nie ma "Odry", "niczego nie ma", powiedziałby kandydat na prezydenta z Białegostoku. Serdeczności zostawiam.

      Usuń
  2. Pamiętam jak ubrałam się i pojechałam do mamy wcześnie rano, niestety nie słuchałam radia i nie włączyłam telewizora, Jak mnie zobaczyli rodzice to struchleli, bowiem mój mąż był działaczem solidarności i myśleli, że go aresztowali. Biegiem wracałam do tramwaju by być jak najszybciej w domu. Męża aresztowali na drugi dzień, dzieci zawiozłam do rodziców , nie chciałam by byli świadkami tych wydarzeń. Te czasy stanu wojennego są dla mnie przykrym wspomnieniem , na szczęście nic naszej rodzinie się nie stało, ale w psychice pozostały lęk mi strach który trwał długo jeszcze po tym jak wszystko wróciło do normy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój mąż nie należał ani do partii, ani do Solidarności, nie miał ciągot do przynależności, on tylko uczciwie pracować potrafił i dobrze na tym wychodził. To nie były dobre czasy, puste półki, walka o każdy kawałek mięsa, czy realizację kartek, a już najbardziej upokarzającym było stanie po papier toaletowy. Pozdrawiam wspomnieniowo.

      Usuń
  3. Był strach i poczucie bezsilności, a kilka lat później opozycjoniści uznani za partnerów do rozmów uznali organizatorów stanu wojennego za ludzi honoru. I tak do dziś słowa straciły smak i sens znany wcześniej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz jak się czasy zmieniały z upływem lat. Pewne rzeczy zmieniły bieg historii i dzięki Bogu, natomiast bohaterowie przestali nimi być, a niektórzy pod nich się podszywają. I jest to Polska właśnie, ci którzy stali tam, dziś stoją tu, a tych którzy na to zasłużyli, nie rozliczono. Pozdrawiam.

      Usuń
  4. Za dwa miesiące miał się urodzić mój drugi syn. A ja tego dnia 13 grudnia byłam pewna, że albo urodzę natychmiast albo umrę ze strachu. Ale zmobilizowałam się i pojechałam na drugi koniec Warszawy do Mamy. Nigdy tego nie zapomnę - moja Mama myła podłogę... Jak ją zapytałam jak może w takiej chwili to robić powiedziała... "Dziecko, ja nie takie rzeczy z życiu przezywałam".
    Pozdrawiam Lotko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na moich rodzicach również nie zrobiło to wielkiego wrażenia. Jedynie ojcu, niezbyt wygodnym okazały się jednostki radzieckie w mieście, bo nie wiedział jak się zachowają. W naszym mieście nie widzieliśmy czołgów, samochodów opancerzonych, tylko czasami patrole wojskowe kroczyły spokojnym krokiem. Pozdrawiam ciepło.

      Usuń
  5. Nie zapomniałam , ale w tym czasie mimo wiadomych niechęci czułam się bezpieczna, szczególnie wracając od koleżanki z sąsiedniego osiedla w godzinie policyjnej. Tylko zbłąkane psy ujadały.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po niespokojnych, zagrożonych strajkami tygodniach, zwyczajni, pracujący ludzie, odczuli ulgę. Straszniejsza była niepewność co będzie dalej i jak się rozwiną demonstracje.W małych miastach było spokojnie.

      Usuń
  6. a ja miałam cudem wykupione bilety na "podwieczorek przy mikrofonie"...przepadło...
    mój mąż był oficerem, czyli go w ogóle w domu nie było. normalka.
    mimo wszystko nie wspominam źle stanu wojennego. i powiem jak mama stokrotki "potem nie takie rzeczy w życiu przeżywałam"...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My z kolei byliśmy przyzwyczajeni do tego, że w naszym mieście było więcej wojska, niż ludności cywilnej. Reakcję Rosjan natomiast śledziliśmy uważnie. Okazało się, ze oni tylko wzmocnili swoje bezpieczeństwo i postawili dodatkowe ogrodzenia. Spokojnych zimowych dni.

      Usuń
  7. Czyli że jednak żołnierze radzieccy stali u granic Polski. Czytałam wyniki sondażu na temat tego, czy stan wojenny był potrzebny. 43% odpowiedziało, że tak; 35%, że nie; 22% nie miało zdania. Jednak większość opowiedziała się za słusznością wprowadzenia stanu wojennego. U nas był spokój, nawet dostałam zezwolenie, aby na ferie pojechać z synem do mamy.
    Gorąco pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stali przy granicy i to nie tylko wojsko, ale rezerwę również powołali. Szczególnie dużo Polaków wysłano pod nasza granicę. W Borysowie mam brata oficera ruskiej armii i opowiadał, że byli nastawieni na różne okoliczności.

      Usuń
    2. O ile wiem, to pod niemiecką i czechosłowacką granicą też czekano w pogotowiu. Szkoda, że teraz o tym głośno się nie mówi. Nie wychodzę po nocy, więc godzina policyjna mi nie przeszkadzała. Wojtek miał wtedy cztery lata, więc był szczęśliwy, gdy zobaczył jakiś uzbrojony patrol. Chyba już Ci kiedyś pisałam, że gdy wracałam małym fiatem z Wojtkiem do domu (ja z pracy, on z przedszkola), celowo zatrzymałam się przed takim patrolem i poprosiłam o skontrolowanie mnie, aby dziecku sprawić radość. Nie miałam się czego bać, bo milicjanci i żołnierze to też Polacy, tyle że na służbie.
      Uściski.

      Usuń
    3. U nas również nikt nie bał się patroli, jedynie w zakładach pracy musieli podporządkowywać się decyzjom komisarzy wojskowych, które nie zawsze były mądre. Mąż był kierownikiem działu w "Odrze" i miał z nimi codzienne kontakty. Upierdliwość jednego wyprowadziła męża z równowagi i wyrzucił go z biura. Potem obawiał się o to, ze wyrzucą go z pracy. Na szczęście nic się takiego nie stało, tylko z wypłynięciem w morze potem miał problemy. Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    4. Dowódcy wojskowi nigdy nie cieszyli się dobrą opinią, więc nie dziwię się, że wydawali niemądre zarządzenia. Oni wszędzie chcieliby wprowadzić wojskowy dryl, do jakiego pracownicy cywilni nie byli przyzwyczajeni. My też jako szczepowe czy drużynowe lub komendantki obozów harcerskich musiałyśmy dla dobra dzieci dbać o dyscyplinę.
      Nawet nie wiedziałam, że Twój mąż pływał na statkach.
      Serdecznie pozdrawiam.

      Usuń
    5. O wielu rzeczach ze swojego życia nie pisałam, bo chwalenie się nie leży w mojej naturze. Mąż pływał w charakterze mechanika, zrobił kilka rejsów i nawet chrzest morski przechodził, bo przekraczał równik. Pamiętam jak przywiózł mi dwa worki moheru, który był wtedy rarytasem i robiłam z niego swetry.zarobki były bardzo wysokie i dolary otrzymywali. Jednak nie bardzo mu ta praca odpowiadała, bo ciężko znosił rozłąkę. Ja też, więc o rezygnacji z pływania zdecydowaliśmy wspólnie. Pływał na "Foce". Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  8. Pamiętam ten dzień. Bałam się. Myślałam, że będzie wojna. To było straszne przeżycie. Słyszałam strzały na kopalni Wujek.
    Wolę zimę. Pięknie wygląda.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W ośrodkach, gdzie silnie działała Solidarność, nie było bezpiecznie, natomiast u nas cicho i spokojnie. Zima jest piękna ale wtedy, kiedy sie przez okno patrzy. Pozdrawiam.

      Usuń
  9. Tak to dawno było ,że wiele spraw zaciera się w pamięci.
    Jakoś ten stan wojenny spokojnie przeżyliśmy.
    Może dlatego ,że w małym miasteczku...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Własnie, w mniejszych miastach nawet tego się nie czuło, bo dużych zakładów pracy nie było, strajków również. Pozdrawiam.

      Usuń
  10. Witaj!Nie mam tragicznych wspomnień. Może dlatego, że prowincja. Mam jedną "pamiątkę", to mój młodszy syn.Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli w stanie wojennym żyliśmy normalnie, pracowaliśmy, żyliśmy rodzinnie i tylko przekazy TV wzbudzały niepokój. U nas zawsze było dużo wojska, więc przyzwyczajenie do oglądania munduru stało się codziennością. Mimo to, wolałabym, aby go nigdy nie było. Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  11. Witam!Dokładnie pamiętam ranek13grudnia załączyłam radio i smętna muzyka na fortepianie,załączyłam telewizor nic zajrzałam przez okno padał leciutko i powolutku śnieg widziałam takie miałam wrażenie jak pojedyncze płatki śniegu lecą na ziemię byłam z dziećmi w domu mąż w pracy.Chciałam zadzwonić do męża gluchy telefon to się bardzo zaniepokoiłam pomyślałam (coś jest nie tak)czekalam w końcu w telewizji pojawił się gen.Jaruzelski ze swoim orędziem mąż nie wrócił do domu,zostal w pracy więc poszłam z jedzeniem zabrałam też do kolegów -kiedy dochodziłam przerazilam się zobaczyłam uzbrojonych zolnierzy pilnowali kopalni ale w kulturalny sposób sie zachowali,po trzech dniach maz wrócił do domu .Ja pracowałam na szóstą rano dojeżdzałam do pracy (byłam kontrolowana o piątej rano przed wsiadaniem do autobusu)później były wystawiane przepustki)jak znajdę to dam na bloga.Mam różne wspomnienia i te dobre i te gorsze ale nie było tak żeby było źle dużo by tu pisać czy wspominać w takich czasach przyszło nam żyć i dzięki Opatrzności przetrwaliśmy ten trudny czas serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napisz Wandziu, bo Twoje przeżycia warte są utrwalenia na blogu. Jestem ich ciekawa. U Was w kopalniach było straszniej, kiedy górnicy nie wyjeżdżali na powierzchnię.Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    2. Witam! Muszę sprostować mój post -maż pracowal na powierzchni nie pod ziemią a do miejsca pracy (kopalni)było z 500 m od domu.Nie chciałabym rozdrapywać starych przeżyć ale bym zakończyła opowiadanie (prawdziwe)o stanie wojennym ,potem jak były strajki na kopalniach (kiedy i ja sama później pracowałam na kopalni byłoby co pisać i pisac zostawiłabym to tak jak jest bez ....)może napiszę na gg serdecznie pozdrawiam temat nie do wyczerpania

      Usuń
    3. Dziękuję za wyjaśnienia. Wiem, że niektórzy nie chcą pamiętać o niemiłych sprawach. Nie nalegam, pozdrawiam.

      Usuń
    4. Kochana Lotko to nie jest żadne naleganie (ja po prostu nie lubie się zalić)tak było i w takim czasie i miejscu przyszło mi żyć później przyszła militaryzacja kopalni,strajki(wtedy juz pracowałam na tzw.,,markowni''.....serdecznie pozdrawiam miłej niedzieli

      Usuń
    5. Czytając Twoje wspomnienia na GG wzruszyłam się, bo przeżyliście ciężkie chwile Wandziu. Pozdrawiam.

      Usuń
  12. W stanie wojennym byłam młodą mężatką i niezbyt mile ten czas wspominam. Mój mąż nawet oberwał pałą, bo akurat przechodził tam gdzie nie trzeba, czyli szedł do pracy. Tak go mocno uderzyli, że aż gwiazdki wszystkie mu się ukazały. Dobrze, że wtedy mieszkaliśmy jeszcze z rodzicami to zawsze wspólnie jakoś sobie poradziliśmy.

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mieszkasz w dużym mieście, a tam był większy rygor, bo strach władzy też większy, dlatego pilnowali i zastraszali ludzi. Pozdrawiam cieplutko.

      Usuń
  13. Dla mnie 13 grudnia,to też dzień pełen emocji.W nocy z 12/13 zgarnięto mojego brata,zabrało go wojsko nie wiadomo gdzie i dlaczego.Bratowa omal nie dostała zawału.Ja byłam w siódmym miesiącu ciąży,pojechaliśmy właśnie rannym autobusem do teściów/36km/,gdzie dowiedzieliśmy się o zaistniałej sytuacji i o dramacie w kopalnie,gdzie pracował szwagier.Wystraszeni i zaniepokojeni szybko wróciliśmy do domu.A potem też było wiele niepokoju i obawy,nawet łez.Pozdrawiam Cię Kasiu serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I właśnie te czasy warto opisywać na blogach, aby nie zapominać i tych złych chwil, które wiążą się ze stanem wojennym, bo nie wszędzie było spokojnie, tak jak u nas. Serdecznosci dla Ciebie.

      Usuń
  14. Ja doskonale pamiętam ten czas, bo mój syn jest rocznik 1981, tyle, że z czerwca.
    Jak nastał stan wojenny miał zatem pół roku. Siedział w wózku przed telewizorem, przypięty szelkami i słuchał z wielkim zainteresowaniem muzyki poważnej - bo taką nadawali. Ja mogłam wszystko wtedy zrobić. Mąż ciągle gdzieś wiecował, denerwowałam się bardzo, ale szczęśliwie wracał.
    A zima wtedy była tak śnieżna, że ludzie do wózków dziecięcych płozy zakładali.
    My nie zrobiliśmy tego i żeby z wózkiem dotrzeć do teściowej w centrum miasta to ciągnęliśmy wózek z Maćkiem. Pchać się po prostu nie dało.
    Na następny rok mój ojciec zrobił dla wnuka oparcie do sanek ze starego krzesełka. Cieszył się - dziadek oczywiście - a tu śniegu nie było w ogóle!
    A stan wojenny był dalej. Ciężko było, raz patrol do mnie podszedł i mówią: dlaczego obywatelka w pracy nie jest, tylko sobie chodzi po ulicy?
    ~~ dziecko mam małe, mówię
    ~~ dziecko w żłobku być powinno, a obywatelka w pracy, dokumenty poproszę....
    I tak było wiele razy, niestety....
    Kontrolowali, pouczali, wiele razy z płaczem do domu przychodziłam.
    Masakra, a teraz mówią niektórzy, że to konieczne było!
    Komu i po co ?
    To upokarzające było!
    Pozdrawiam bardzo cieplutko:)))

    OdpowiedzUsuń
  15. Były i takie zdarzenia jak opisujesz. Wszystko zależało od inteligencji patrolu. Niektórzy nawet rozwijali małe dzieci, aby zobaczyć , czy nie ma tam ulotek, czy innych niedozwolonych rzeczy. Nasi mieszkańcy tylko nie wytrzymaliby, gdyby Rosjanie zaczęli nas kontrolować. Na szczęście nie było takich przypadków. Za to potem, kiedy odwołano stan wojenny, chodziliśmy z pochodniami pod ich bramy i krzyczeliśmy "Rosjanie do domu". Pomogło. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  16. Moje wspomnienia są podobne do wspomnień Wandy. Trochę komicznych momentów też było. Pewnie napiszę o tym na blogu, bo z komentarza wyszedłby drugi post. Serdeczności Lotko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napisz Haniu, bo takie wydarzenie warto opisać.Oby się nie powtórzyło nigdy. Pozdrawiam.

      Usuń
  17. Ja nie mam dobrych wspomnień, a najbardziej ucierpiały dzieci. Ja pracowałam, a dzieci chodziły do żłobka i przedszkola w różnych miejscach. Wcześniej nie było problemu, bo mieliśmy Malucha i nim dzieci zawoziliśmy. Niestety w stanie wojennym był okres, że nie wolno było używać własnego auta. Trzeba było jeździć autobusami. Do przystanku było dość daleko i to nie wszystko. Musieliśmy wysiadać dwa razy, żeby odprowadzić dzieci. W sumie więc jeździliśmy trzema autobusami, aby dotrzeć do pracy. Chciałam iść na urlop bezpłatny, jednak go nie otrzymałam. To było straszne :(((

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, że utrudnienia w dużych miastach były nie do zniesienia. Pamiętam, ze jeździliśmy swoim samochodem, tylko benzyna była limitowana. Kupowaliśmy ją od Ruskich, nawet w stanie wojennym, mieliśmy swoje kontakty. Będziemy pamiętac o tym wydarzeniu do końca życia. Serdeczności dla Ciebie.

      Usuń
  18. tylko wspomnienia z tego ja byłam dzieckiem wtedy pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że rodzice opowiadali Ci o zdarzeniach z tego okresu.Miłego weekendu.

      Usuń
  19. ★ ♫♫

    Gostei muito da segunda foto.
    A liberdade é um dom muito precioso.
    Bom fim de semana!
    Beijinhos.
    Brasil

    ❊..(
    ✿.(,)
    ❊|::::|.☆¸.¤ª“˜¨
    ✿|::::|)/¸.¤ª“˜¨˜“¨
    ❊|::¸.¤ª“˜¨¨˜“¨
    ✿%¤ª“˜¨¨☆☆☆☆
    ❊#ª“˜¨ ☆☆☆☆☆

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ci Ines za piękny rysunek i pozdrowienia. Serdeczności dla ciebie zostawiam.

      Usuń
  20. Witaj
    Pamiętam doskonale ten czas. Było minęło. Nie wolno oskarżać , ani ludzi, ani tamtych czasów. Mogło być o wiele gorzej.
    To moje zdanie na temat.
    Serdeczności zostawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. każdy inaczej ocenia wprowadzenie stanu wojennego i nie miałabym zamiaru wyciągać teraz chorego, starego człowieka z łózka i go sądzić. Inni zrobiliby to chętnie. Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  21. Mój dzień się począł znacznie wcześniej, bom o jakiej piątej porannej godzinie został przez druha pewnego ostrzeżonym, bym z domu uchodził. Ano i takem blisko dwutygodniowej poniewierki począł, która tyleż dała, że mię o dwie niedziele później dopadli, co po dziś dzień nie wiem, zali mi na zdrowie to wyszło, czy też cależ przeciwnie:)
    Kłaniam nisko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciężko oceniać po tylu latach, tym bardziej w czasach, kiedy ci najbardziej obojętni, teraz bohaterami się mienią. Ważne, ze mamy wolną Polskę, że nikt nam ust nie zamyka, ze granice stoją otworem i to zawdzięczamy zrywom solidarnościowym. Stan wojenny tylko utrwalił poczucie, że wolność jest nam niezbędna.Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    2. Mnie o to szło, żem w tych dwóch tygodniach przyszłej Pani_Wachmistrzowego_Serca był poznał...:)
      Kłaniam nisko:)

      Usuń
  22. Po kilku tygodniach strajku na uczelni, dostałem (a własciwie sam sobie w koncu dałem, bo odpowiadałem w Komitecie Strajkowym AR za ochrone tego co robimy) "przepustkę" do domu, kilkadziesiat km dalej. 13 grudnia obudziłem sie w swoim własnym łozku, obok radiomagnetofonu Grundig i czekałem na audycje 60min/godz. Nic nie działało... a potem Jaruzelski w TV. Powiedziałem ojcu, ze wracam na uczelnię, bo tam papiery, dokumenty... trzeba coś zrobić z tym. Odpowiedział mi - nie powinienes tam jechać... bedziesz żałował. Młody byłem i co mi tam rady ojca, nawet takiego, który spedził na Syberii kilka zimnych lat!!!Dojechałem PKP, budynek głowny uczelni obstawiony - tam gdzie był strajk - ciemno w oknach, ale akademik żyje. Więc znów wróciłem do drugiego domu. Przed północą kolega miał objawy niewydolności krązenia. Starym renaultem zwieźlismy go z pryjacółmi na pogotowie. Nie dali nam zadnego zaswiadczenia, choc o nie prosiłem, aby jako tako bezpiecznie móc poruszać sie w czasie "godziny policyjnej". Ba, nawet na rondzie udało sie nam uciec Uazowi... W nocy pzyjechała nyska i star osinobus, takie niebieskie... ale portierka z domu akademickiego ich nie wpusciła. Powiedziała tylko o jakie nazwiska pytali. Tak własnie wygladała ta "noc".

    OdpowiedzUsuń
  23. Baaaaaaaa... Ile to juz lat minelo! Pamietam niedzielne przedpoludnie. Od kilku tygodni bylam zatrudniona w mojej pierwszej pracy i w weekendy spalam do oporu. Tej niedzieli przyszedl moj tato rano z pobudka: "Wstawaj,stan wojenny mamy". Na co ja w odpowiedzi: "Ojciec, nawet gdyby wojna byla to nie wstane, wymysl sobie cos innego". Oczywiscie szybko otrzezwialam i nie bardzo wiedzialam, co myslec.
    W moim miescie mielismy dosc armii, takze (przede wszystkim?)tej zaprzyjaznionej i troche mielismy obaw, ale wszystko minelo bez zadnych zaklocen. Takie sa moje wspomnienia o trzynastym grudnia roku pamietnego...
    Serdecznie Cie pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Sposób komentowania:
Wybrać-Nazwa Adres URL
Wpisać nazwę w pierwszym okienku
Adres URL w drugim - czyli adres bloga.
Anonimowi- nazwę proszę pisać w komentarzu.