sobota, 25 grudnia 2010

7.NKWD


Dzieci Sybiraka

  Pisząc moje wspomnienia na blogu, zdziwiłam się trochę, kiedy w jednym z komentarzy młoda osoba prosiła żebym napisała o NKWD.

   Napiszę niewiele, ponieważ moje wspomnienia dotyczą odczuć małej dziewczynki, którą wtedy byłam, a której ojca wywieźli na Syberię jako więźnia politycznego, ponieważ skazali go za pomoc Armii Krajowej. Dziś wiem dużo o zbrodniczej organizacji rosyjskiej, ale tu wykładów nie będę czynić.
   Na co dzień nie widzieliśmy ruskich mundurów. Mieszkaliśmy w polskiej wsi, z polskimi tradycjami. Wiedzieliśmy, że NKWD wywiozło nam na Syberię księdza, a kościół zamknęli. Musieliśmy chodzić 15km. do kościoła w Wasiliszkach, tego w którym śpiewał Czesław Niemen. Na szczęście nasz kościół nie został zdewastowany i nie uczyniono z niego składowiska kołchozowych rupieci. Był tylko zamknięty.
                                                     
                                        Tak wygląda kościół w Wawiórce po odnowieniu.
             
   Widywaliśmy samochody pełne żołdaków, którzy jechali na akcję aresztowań. Baliśmy się ich bardzo, ponieważ z naszej miejscowości zamknęli wuja mojego taty i dwie ciotki, z kilku rodzin polskich  mężczyźni trafili na Syberię, lub do Kazachstanu.
   W pobliżu nie było nigdzie jednostek stacjonujących NKWudzistów. Kiedy działo się coś niedobrego, zjawiali się nie wiadomo skąd.
   Pamiętam takie zdarzenie.  Kobiety pracujące w polu zbuntowały się, że wjechały na pole kombajny. Bały się, że nie zapracują nawet na chleb, bo maszyna zrobi to i szybciej.  Stanęły z sierpami i nie wpuszczały maszyn. Przyjechał kierownik kołchozu, Rosjanin oczywiście i zaczął niegrzecznie z nimi rozmawiać. Sięgnął w obrzydliwym geście do rozporka. Kobiety zaczęły rzucać w niego sierpami. Sierp mojej mamy ugodził go w ucho. Pociekła krew. Nie minęło kilkanaście minut jak na pole wjechały  samochody z żołnierzami. Skąd one się tam wzięły w tak szybkim tempie, nikt nie wiedział. Musiały stacjonować gdzieś niedaleko. Wieczorami wychodziliśmy na podwórze aby patrzeć jak ogromne reflektory świecą po niebie w poszukiwaniu chyba wrogich samolotów. Oni wtedy wszędzie szukali wrogów, do dziś ich szukają.
    Zastraszali ludzi na polskich terenach Grodzieńszczyzny skutecznie. Nikt nie odważył się stawiać im oporu. Żołnierze powyskakiwali z samochodu z karabinami i otoczyli kręgiem przestraszone kobiety.
-Która rzuciła sierpem? - padło pytanie dowódcy.
-Nie zauważyłem - odpowiedział Babkin, tak nazywał się kierownik z rozciętym uchem.
   Przecież dobrze widział, że rzucała nasza mama, ale nie był do gruntu złym człowiekiem, wiedział, że to samotna kobieta z trójką dzieci. Za taki czyn podzieliłaby los ojca. Łapali więc pierwszą z brzegu kobietę i ładowali na samochód. Za tą jedną ruszały wszystkie i wchodziły na ciężarówkę. To je spędzali. Brali następną, powtarzało się to samo. Po jakimś czasie zaprzestali. Widzieli, że zgrane kobiety nie popuszczą. W końcu Babkin powiedział, aby dali spokój, że „eto irunda”.
  A co czułam przyglądając się tej scenie? Tak bardzo bałam się, że nawet nie płakałam. Jak samochody odjechały, to palce bolały od zaciskania i kości, bo mama rzuciła się do mnie, dusiła w silnym uścisku i strasznie płakała. Adrenalina przestała działać, więc dała upust łzom.

   8. Powrót po latach. 
  W roku 2000, po 42 latach odwiedziłam miejsce , gdzie się urodziłam i mieszkałam do chwili wyjazdu do Polski w roku 1958. Na fotografii ta sama dziewczynka, której ojca zesłali na Syberię i ta sama, która na fotografii siedzi na fotelu obok stojącego, o trzy lata starszego brata.
  Na fotografii siedzę na swoim podwórku, gdzie przed 42 laty stał nasz dom. Myśli krążyły po głowie i łzy cisnęły się do oczu i wspomnienia z dzieciństwa odżyły w pamięci. Stąd może strofki wiersza układały się jakoś dziwnie, bo ja raczej wierszy nie piszę.
                                                
                                                           Tu stał nasz dom.

                                              To nasze podwórko, łąka i las.
                                             " Lenin i Stalin zrobili co swoje",
                                               Reszty dokonał czas.
                                               Słyszę jak mówią Ci, których nie ma,
                                               Głos ojca, mamy i brata.
                                               Pamiętasz?
                                               Pamiętam! Tu stał nasz dom.
                                               Nasza chata.
  W tym miejscu żałowałam, że żadne z nich nie zobaczy rodzinnych stron, nie obejrzy trawy na podwórku i nie pomyśli o latach młodości. Wszyscy moi bliscy umarli, a ja, siedząc w tym miejscu, zobaczyłam wyraźnie przemijanie czasu.

9.Niepokój o ojca. 
   Listy od ojca przychodziły bardzo rzadko. Nie mógł pisać kiedy chciał, ponieważ na każdy list musiał uzyskać zezwolenie.  Pomiędzy wierszami wyczytała mama  zdania pisane mlekiem, że miał wypadek w kopalni i leży w szpitalu ze zmiażdżoną klatką piersiową.  
  Więźniowie pracowali w kopalni węgla w okropnych warunkach. Tam nikt nie dbał o bezpieczeństwo górników, bo i po co? Im więcej ludzi ginęło, tym więcej można było przywieźć nowych. Martwiliśmy się bardzo chorobą taty, a na pocieszenie mama wysłała mu naszą fotografię.
  Pamiętam jak ją robiliśmy. Przyjechał pan, który nazywał się Krzywoszyj i był domorosłym fotografem. Ustawił na statywie aparat i długo się przymierzał do pstryknięcia. Mama posadziła siostrę na fotelu, a za fotelem usiadła moja chrzestna Weronika Taraszkiewicz i trzymała Danusię za płaszczyk żeby nie spadła.
  W końcu pojawił się błysk, zadymiło i można było zejść z planu. Bardzo bolały mnie oczy, a słońce świeciło nisko, prosto na nas, więc musiałam wytrzymać.
                                              
   Tej małej córeczki siedzącej na fotelu, ojciec jeszcze nie widział. Urodziła się siedem miesięcy po aresztowaniu. Podobno patrząc na nas nabrał otuchy, że uda mu się przetrwać i spotkać z rodziną. Fotografię tę podpisał brat, który chodził już do trzeciej klasy.


                                                    
     Tak było podpisane nasze zdjęcie, które towarzyszyć miało tacie w najtrudniejszych chwilach pobytu w Workucie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Sposób komentowania:
Wybrać-Nazwa Adres URL
Wpisać nazwę w pierwszym okienku
Adres URL w drugim - czyli adres bloga.
Anonimowi- nazwę proszę pisać w komentarzu.