piątek, 31 grudnia 2010

1 Dlaczego

                                  Dzieci Sybiraka.

Pytanie " dlaczego ", zadawaliśmy sobie i mamie. Niestety, nie otrzymywaliśmy na nie odpowiedzi. Jak to się stało, że rodzinę naszą spotkało to nieszczęście?
    Mieszkaliśmy w Radziwiłowcach na Biełorusi. Była to wieś zamieszkała w stu procentach przez Polaków. Koleje losu sprawiły, że po wojnie znaleźliśmy się na terenie Związku Radzieckiego. Rodzinie pod kierunkiem nowej władzy wiodło się nie najgorzej. Ojciec pracował jako księgowy w kołchozie, mama pracowała tak jak inni. Nie brakowało chleba.
    Na terenach przyłączonych do ZSRR została polska partyzantka. Grupy ukrywały się po lasach, a do ludzi przychodzili nocami prosić o jedzenie. Wszyscy im pomagali, to byli Polacy, nasi. Do nas też przychodzili kilkakrotnie i otrzymywali pomoc. U nas była tradycja i polska gościnność. Na naszym cmentarzu w Wawiórce był pochowany " Ponury ", Piwnik, jeden z przywódców AK ze swoimi żołnierzami. Cała rodzina bywała na jego grobie, a my z bratem uczyliśmy się tam polskich liter.  
    Jak rodzice mogli nie otworzyć drzwi Polakom? Jak mogli nie nakarmić i nie ogrzać swoich?
    Ktoś doniósł. Byli u Kupraszewicza. Reakcja NKWD była natychmiastowa. Aresztować, posadzić, niech mu ta polskość wywietrzeje z głowy.
    Natychmiast odczuliśmy w domu pustkę. Mama nie miała dla nas czasu, często jeździła do Lidy, Grodna, gdzie więzili tatę. Wracała umęczona, zziębnięta, głodna. Odczuwaliśmy niepokój w swoich małych serduszkach, bo nie bardzo wiedzieliśmy co się wokół nas dzieje. Brak ojca najbardziej odczuwał brat Czesław. Tato odprowadzał go do szkoły, a czasami nosił go w worku do głównej drogi, podczas wielkich śnieżyc. Był najmniejszym chłopcem w grupie a do szkoły miał trzy kilometry. Żeby codziennie przemierzyć tę trasę, musiał dobrze się nadreptać. Ale nie tylko bratu brakowało ojca. Mama bała się o byt swój i trojga dzieci, trzecie miało przyjść na świat po Nowym Roku. Więc zadawała sobie to pytanie. Za co? Dlaczego?
    W dniu, kiedy zabrali tatę, natychmiast pojawili się sąsiedzi, którzy gdzieś zza węgła obserwowali akcję. W tych czasach warkot ciężarówki nie wróżył niczego dobrego. Przeważnie pojawiał się wtedy, kiedy aresztowano kogoś z mieszkańców. Sąsiedzi pocieszali mamę, ale do niej niewiele docierało. Wyobrażam sobie co czuła. Przecież zawalił się jej cały świat. Dlatego chyba często widziałam ją klęczącą przed obrazem Matki Boskiej Ostrobramskiej.
         

2 komentarze:

  1. kilkakrotnie przeczytałem to wszystko, w tym miejscu niech będzie za całość, tego nie można komentować bez smutku, żalu, niech to będzie dobrym wspomnieniem, historią i w żadnym wypadku niech nie będzie to dla potomnych bajką
    Eugeniusz

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję Eugeniuszu. Miło ,że jesteś. pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń

Sposób komentowania:
Wybrać-Nazwa Adres URL
Wpisać nazwę w pierwszym okienku
Adres URL w drugim - czyli adres bloga.
Anonimowi- nazwę proszę pisać w komentarzu.